Czekolada bywa gorzka

 

Neurotyczna matka, całymi dniami oglądająca telenowele. Ojciec mieszkający w piwnicy, razem z twoim byłym mężem. Kredyt, długi i rozpadający się dom. Dziura w podłodze, wyrąbana, żeby dostać się do popsutej rury. Szef, który przenosi cię na nocną zmianę. I do tego na imię ci Joy.

Ten film jest doskonałym przykładem na to, że najlepsze są te historie, w których bohaterowie walczą z przeciwnościami losu, przeżywają porażki, popełniają błędy. Niechże się bohaterowi nie układa, niech podejmuje złe decyzje, niech pakuje się w kłopoty, niech nie będzie idealny. Ludzie nie chcą słyszeć wyłącznie o sukcesach, o ludziach bez skazy – bo sami tacy nie są. Nawet kiedy już prawie płaczemy ze wzruszenia, że Joy w końcu w życiu wyszło, za chwilę wszystko niespodziewanie pierdyknie… Spełnianie marzeń okazuje się cholernie gorzkie. Chociaż na końcu czasem ma smak gorzkiej czekolady, ludzie kochają tę jej wersję.

Dobra historia to ta, która jest opowieścią o błędach, trudnościach i przeciwieństwach. Najlepiej doświadczonych przez ciebie albo twojego bohatera na własnej skórze. Nie udawaj, ze jesteś idealny. To błędy definiują cię bardziej niż sukcesy. Pamiętaj o tym, kiedy tworzysz swoje historie.

A jeśli coś sprzedajesz, obejrzyj „Joy” szczególnie uważnie…

Reklamy

Bohaterowie, złoczyńcy i bateria

Widziałam w swoim życiu setki biznesowych prezentacji. Byłam uczestnikiem wielu firmowych spotkań, na których ktoś prezentował swoją firmę, produkty, usługi. Wysłuchałam dziesiątek ludzi, którzy chcieli kogoś do czegoś przekonać. Wyszkoleni. Z doskonałą dykcją. Układający ręce w wieżyczkę. Chodzący po scenie wyuczonym na warsztatach krokiem. Prezentujący najbardziej designerskie slajdy, jakie można sobie zrobić w Prezi. Przygotowani na każde trudne pytanie.

Z tych tysięcy kontaktów pamiętam może z 10 osób.

Czym różniły się od innych?

Tych dziesięciu opowiedziało historie.

Trwa wojna. Wojna na idee. Wojna na pomysły. Sprzedawanie produktów, budowanie firm, wprowadzanie zmian, przyciąganie uwagi – stają się coraz trudniejsze. Twoja historia jest twoją tajną bronią. Historie informują, olśniewają, inspirują, przekonują – ale wciąż niewielu ludzi je docenia i korzysta z ich mocy.

Dzięki temu ci, którzy z nich korzystają -mają niesamowitą przewagę. W czasach, kiedy wszystko jest zautomatyzowane, kiedy roboty wykonują większość ludzkiej pracy, kiedy automaty wykonują wiele ludzkich zadań – ta jedna umiejętność, umiejętność opowiadania historii, może być najbardziej cennym zasobem, jaki posiadasz.

Wielu światowych przywódców i przedsiębiorców  to mistrzowie storytellingu. Barack Obama, Howard Schultz, Sheryl Sandberg, Bill Gates, Richard Branson, Sara Blakely i dziesiątki innych. Ich historie  różnią się od siebie, ale w prawie wszystkich opowiadanych przez nich historiach pojawiają się …bohaterowie i złoczyńcy.

Kiedy słuchasz jak Elon Musk prezentuje słoneczne baterie Tesli, możesz myśleć – słabo… Mało się rusza na tej scenie,  patrzy na slajdy zamiast na ludzi, czasem się gubi w mówieniu, śmieje się nerwowo, wciąż powtarza „ok”…

Co w takim razie sprawia, że jest inspirujący? Jego historia. Są w niej złoczyńcy -kominy. Zabijają, szkodzą, trują. Na szczęście jest bohater – słońce i jego dzielni rycerze – baterie słoneczne Tesla (dodatkowo rycerze mogą występować w różnych kolorach 😉 )

Problem jest złoczyńcą. Bohaterem rozwiązanie, które dostarczasz. Umiesz tak opowiedzieć o swojej usłudze? Spróbuj. Ludzie zapamiętają cię lepiej, zainspirujesz ich bardziej – nawet jeśli nie umiesz układać rąk w wieżyczkę i  robić kolorowych slajdów w Power Poincie.

 

 

Narzędzia do pracy w grupie

Pracujesz w grupie nad czymkolwiek? Do tej pory do komunikacji używałeś tylko Messengera albo (jeśli jesteś bardziej „vintage”) tylko maili. Grupowe konwersacje prowadziłeś w facebookowej grupie, może zdarzyło ci się pracować z Trello. Pewnie korzystasz jeszcze z kilku innych narzędzi, dzięki czemu twój telefon jest pełen ikonek różnych aplikacji…

Spróbuj skoku w bok. Zdradź na chwilę wszystkie powyższe narzędzia (spokojnie, możesz do nich wrócić…) Nawet jeśli do tej pory twoim jedynym narzędziem do komunikacji była skrzynka pocztowa – wypróbuj slack.com

Slack jest trochę jak centrum zarządzania galaktyką w przypadku pracy zespołowej. Pozwala na zsynchronizowanie komunikacji ze wszystkimi i o wszystkim. Możesz go zintegrować z wieloma innymi aplikacjami (w wersji bezpłatnej wprawdzie z ograniczoną ich ilością, ale i tak więcej niż 10 naraz rzadko ci się przydaje).

Możesz sobie stworzyć dowolną liczbę kanałów – będziesz się nimi komunikował z całym zespołem, omawiając to, nad czym właśnie pracujecie. Kanały mogą być ogólne (np. „ciekawe pomysły na nasz rozwój”) albo bardzo szczegółowe, dotyczące konkretnego projektu, który akurat jest ważny („zlecenie od Marcina”). Mogą dotyczyć tematu, zespołu, zadania – czegokolwiek. Oczywiście sam nazywasz swoje kanały i sam decydujesz, czym tam będziecie się zajmowali. Możesz rozmawiać z całą grupą albo wysyłać poszczególnym jej członkom prywatne wiadomości. Panel jest prosty, intuicyjny i wygodny w obsłudze. Pliki przenosisz do komunikacji jednym pociągnięciem, również z dysku Google Drive czy Dropboxa. Możesz załączać w komunikacji dowolną liczbę plików (w wersji bezpłatnej jest wprawdzie ograniczenie do max 5 GB ogólnej ich wagi…). Slack ma też swoją wyszukiwarkę, jeśli chcesz znaleźć wszystko o danym temacie – w wersji free nieco ograniczoną – do 10 000 ostatnich wpisów.

Wypełniając przy zakładaniu konta ankietę, dotyczącą znajomości slack.com – zarobisz wirtualne 100 USD, które możesz sobie wymienić na wersję płatną serwisu. Przy małych zespołach, niewielkiej ilości projektów, prac, zleceń – wersja free jest jednak zupełnie wystarczająca.

Slack ma wersję do pracy w przeglądarce i aplikacje na iOS i Androida.

Inne narzędzia do zespołowej pracy nad projektami: Asana, Nozbe, Podio, Trello, HipChat

 

 

Zacznij tu, gdzie jesteś.

Chcesz, żeby była idealna. Dopracowana w szczegółach. Poświęcasz jej każdą wolną chwilę. Perfekcyjnie cyzelujesz drobiazgi. Wygładzasz. Sprawdzasz. Robisz wszystko, żeby w momencie, kiedy już ją pokażesz światu, wszyscy wkoło pokochali ją tak mocno, jak ty. Uczysz się. Kształcisz umiejętności. Udoskonalasz. Wierzysz, że możesz być jeszcze lepszy i kiedy tylko będziesz – wtedy świat ją pozna. Kiedy wydaje cię się, że już jesteś gotowy – zawsze znajdujesz jeszcze coś, co może być lepsze, bardziej perfekcyjne.

Nigdy nie jesteś gotowy.  Gotowy na własną firmę. Na nową usługę. Na nowy produkt.

Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób to, co możesz.

Im szybciej zaczniesz, im bardziej niedoskonały będziesz, tym więcej zainwestujesz w najcenniejszą, najbardziej opłacalną walutę przedsiębiorcy – w popełnianie błędów. Im szybciej je popełnisz, tym lepiej. Im szybciej – tym taniej.

Doświadczenie jest cenną rzeczą. Doświadczenie bierze się z popełniania błędów. Chcesz mieć doświadczenie? Przestań czekać, aż firma czy usługa będą idealne. Zacznij teraz, kiedy, na szczęście, jeszcze idealne nie są. Zacznij, kiedy masz jeszcze szansę na popełnianie błędów. Zacznij tu, gdzie jesteś teraz. Zacznij tylko z tym, co masz.

Nie inwestuj rodzinnego kapitału i pożyczonych od teściów pieniędzy w firmę. Nie warto popełniać ekonomicznego samobójstwa (grożącego wykluczeniem z rodzinnych obiadów). Pewnie są tacy, którzy zaryzykowali majątek, dwa kredyty i pożyczkę od wuja i  którym się powiodło. Super, można o nich nakręcić film. Ty nie musisz być bohaterem Hollywoodu.

Zacznij od „smoke test”. Test dymu to przetestowanie produktu czy usługi, zanim wpakujesz w jej rozwój kupę kasy  i czasu (tak, właśnie, pomyśl o czasie jako zasobie cenniejszym czasem niż pieniądze). To „udawanie”, że potencjalny produkt lub usługa istnieją, żeby sprawdzić, jak odbierają ją klienci. Kluczowe jest to, że klienci wierzą, że ta usługa ISTNIEJE. Że mają do czynienia z PRAWDZIWYM produktem. Test stosowany często w technologiach czy zakupach on-line – ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś przetestował ją w świecie realnym.

Jak?

O tym w następnym wpisie.